poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozdział VII

- A więc lecę z tobą do Francji!
- Naprawdę? Tak się cieszę!-rzuciłam mu się w ramiona i pocałowałam go.
- Może pójdziemy teraz na jakiś spacer?
- Bardzo bym chciała, ale jestem już umówiona z Dagmarą na zakupy. Jeśli chcesz, możesz iść z nami.
- Nie, dzięki. Odpuszczę sobie to paru godzinne chodzenie po sklepach.
- Oj, przesadzasz. To tylko malutkie zakupy. Muszę jakoś wyglądać na tych wakacjach.
- Jak dla mnie to nawet w pidżamie wyglądasz świetnie.
- Dziękuję za komplement misiu. Odprowadzisz mnie?
- Pewnie. Chodźmy.
     Postanowiliśmy że pójdziemy przez park. Po drodze spotkaliśmy jego kolegów. Gdy dołączyli do nas Rafał zachowywał się jakby w ogóle mnie tam nie było. Odprowadził mnie tylko pod galerię handlową, pożegnał się, ale nie tak jak zawsze. Tylko mnie przytulił i poszedł z nimi. Nie rozumiałam jego zachowania. Ale postanowiłam, że nie będę się tym teraz zadręczać. Czekałam na Dagę z jakieś 15 minut. Gdy nareszcie przyszła była uśmiechnięta i szczęśliwa. Nie wyglądała jakby dopiero przed chwilą wyszła z szpitala. Wręcz przeciwnie, jakby tam nigdy nie była. Troszkę głupio było tak stać wiecznie przed galerią więc weszłyśmy do środka i rozpoczęłyśmy chodzenie po sklepach.
     Minęły już trzy godziny, w ręce miałam z dziesięć worków z ubraniami. Został mi jeszcze mój ulubiony i zarazem ostatni już dziś sklep. Wchodząc do niego odpisywałam na esemesa i nie zauważyłam idącego w moją stronę nieznajomego chłopaka. Pech chciał że wpadłam na niego.
- Przepraszam bardzo- wybełkotałam zakłopotana. Gdy popatrzyłam na jego twarz oniemiałam. Chłopak był tak ładny, że wyglądał jak jakaś hollywoodzka gwiazda. Miał blond włosy i niebieskie oczy. Nie spuszczając z niego wzroku zaczęłam wodzić ręką po ziemi w poszukiwaniu telefonu. Niefortunnie nasze ręce spotkały się, ale on, najwidoczniej bardzo speszony szybko wziął rękę, bez namysłu zabrał telefon, po czym pomógł mi wstać.
- Nic się nie stało. To moja wina, powinienem bardziej uważać gdzie idę.
- A ja nie powinnam pisać esemesów w drodze go sklepu- pożegnałam go lekkim uśmiechem i poszłam szukać jakiś ładnych ubrań. Gdy odchodziłam odwróciłam się jeszcze za siebie, chcąc go jeszcze raz zobaczyć. On też się odwrócił. Zaśmiał się tylko pod nosem, odwrócił i odszedł.
     Długo nie mogłam przestać o nim myśleć. Już nawet za bardzo nie interesowały mnie zakupy, tylko on. Za każdym razem gdy przypominałam sobie jego onieśmielające spojrzenie, jego niebieskie oczy i blond włosy, miałam ochotę usiąść i się rozmarzyć. Jeszcze chyba nigdy nie spotkałam tak ładnego chłopaka. Nagle ktoś dotknął mnie za ramię. Popatrzyłam za siebie i zobaczyłam stojącą za mną, lekko pod denerwowaną Dagmarę.
- Dlaczego nie odbierasz telefonu? Dzwoniłam do ciebie z dziesięć razy.
- Przepraszam... ja po prostu nie usłyszałam go- wyciągnęłam telefon z torebki i przeżyłam niezły szok.
To nie był mój telefon! Musiałam pomylić mój telefon z telefonem tego chłopaka. I gdzie ja go teraz znajdę? Przecież nie będę szukać go, biegając po galerii. I w tym momencie wpadłam na pomysł. Napisałam z jego telefonu na mój, abyśmy się spotkali i po prostu oddali sobie telefony. Nie wiem dlaczego, ale w mojej głowie zaczęła krążyć myśl, że to wszystko stało się specjalnie. Najwidoczniej los chciał abym się z nim jeszcze raz spotkała. Z niecierpliwością czekałam aż ten chłopak odpisze na mojego esemesa. 
     Po pięciu minutach nareszcie się doczekała. Napisał abyśmy spotkali się za godzinę w starbucks'ie. Szybko poszłam do domu się przebrać. Dochodząc do drzwi zobaczyłam na wycieraczce duży bukiet czerwonych róż. Dołączona była do nich karteczka z napisem...
_____________________________________________________________

Hej ;** Mam nadzieję że rozdział się podoba. Jeśli będzie pod nim 10 komentarzy, to w najbliższych dniach dodam następny ^^ Czytasz-komentujesz :D