Był to Rafał i Kasia. Nie
mogłam uwierzyć własnym oczom. Pragnęłam żeby to był koszmar, który się zaraz
skończy. Myślałam, że obudzę się i wszystko wróci do normy. Ale nie. To działo
się naprawdę. Nie wiedziałam czy uciec, czy do nich podejść.
- Jesteś skończonym
skurwysynem!- krzyknęłam najgłośniej jak umiałam po czym dałam Rafałowi w
twarz.
- Marta ja… to nie tak jak
myślisz- próbował się tłumaczyć, ale ja nie chciałam go słuchać. Zobaczyłam, że
moja była przyjaciółeczka zaczęła się chamsko śmiać, więc nie wytrzymałam i
powiedziałam patrząc jej prosto w oczy.
- A o tobie suko, to już
nawet nie wspomnę.
Ta w odpowiedzi rzuciła tylko
coś w stylu „No tak, cała ty. Zawsze szpanujesz brzydkimi słówkami”. Chciałam
jej coś odpowiedzieć, ale Karol pociągnął mnie za rękę i prawie zmusił do
wejścia do samochodu. Odjechał z piskiem opon. Jak oni mogli mi to zrobić? I to
na dodatek dwie najważniejsze osoby w moim życiu? Kasia… okazała się zdradliwą
świnią która kradnie chłopaków przyjaciółkom. Nasza przyjaźń się skończyła. Na
zawsze. A Rafał… tak po prostu się z nią całował. Byliśmy razem przez pięć
miesięcy, a on tak po prostu zakończył nasz związek zdradzając mnie. Wiem, że
ja też nie byłam względem niego uczciwa, ale to nie ja całowałam się z jego
przyjacielem! Chciałam zakończyć to co było pomiędzy mną a Karolem, ale po tym
wydarzeniu cieszę się, że nie zrobiłam tego. Popełniła bym błąd. Błąd, którego
żałowałabym do końca życia. Nie chcę mieć już nigdy więcej z nimi do czynienia.
Oni już dla mnie nie istnieją. Zaczęłam zadręczać się pytaniami. Dlaczego mnie
to spotkało? W czym ona była lepsza ode mnie? Czy Rafał już od dawna mnie
zdradzał? Pewnie zabiłabym się tymi pytaniami, gdyby nie fakt, że dojechaliśmy
pod mój dom.
- Dziękuję- powiedziałam do
Karola- Dziękuję za ten koncert, za wspólnie spędzony czas, za wszystko. A
przede wszystkim za to że jesteś teraz przy mnie.
- Nie musisz dziękować.
Słuchaj… chcę się jeszcze upewnić, czy na pewno wszystko dobrze. Poradzisz
sobie?
- Nie. Nic nie jest dobrze.
Wszystko się spieprzyło. Proszę cię, zostań ze mną, bo boję się że nie poradzę
sobie z tymi emocjami. Że nie poradzę sobei sama z sobą.
- Dobrze. Zostanę.
Wzięłam go za rękę i
zaprowadziłam do mojego pokoju. Gdy Karol usiadł na łóżku, ja także usiadłam
obok niego. Wtuliłam się w jego tors, jak małe dziecko w misia.
- Będzie dobrze… musi być-
powiedział.
Przytuliłam się do niego
jeszcze mocniej. Czułam jego ciepło, jego szybko bijące serce. Pocałowałam go w
policzek i popatrzyłam w jego niebieskie oczy. Uśmiechnął się, a ja znów
wtuliłam się w jego klatkę piersiową i tak zasnęłam.
Obudziłam się rano. Nadal
byłam w ramionach Karola. Gdy tylko się poruszyłam, on także się obudził.
Zadzwonił mój telefon, na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie Rafała. Chciałam
rzucić tym telefonem o ścianę, ale niebieskooki mnie powstrzymał.
- Szkoda telefonu- wziął go,
odrzucił połączenie i położył na szafkę nocną.
- Pójdę zrobić śniadanie-
zaproponowałam- poczekaj tutaj.
Zeszłam
na dół. Mama z pewnością wyszła już do pracy, więc miałam pusty dom i równie
pustą lodówkę. Ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam stojącą
przed nimi Magdę oraz…
____________________________________________________
Hej kochani ;*
Mam nadzieję że rozdział się podoba.
Moim zdaniem jest on zwyczajny, bez jakiś tam
większych rewelacji.
A no i jak zwykle mam prośbę:
Komentujcie!
Uwierzcie, że to dla mnie naprawdę wiele znaczy.
Kolejny rozdział pojawi się za tydzień.
Całuję ;*




